Wiele osób pyta mnie ostatnio:

„Jak sobie dajesz radę w czasach zarazy?”, „co teraz zrobisz kiedy będziesz musiała rodzić bez bliskiej osoby?” Itp

Mam wrażenie, że teraz jest taki czas, który jest sprawdzianem z tego co w nas samych, z tego co sami potrafimy sobie dać i jak wiele jest w nas wewnętrznej siły i otwartości na zmiany. Są takie chwile kiedy życie pokazuje nam, że możemy zrobić wszystko co w naszej mocy, by to ważne wydarzenie jakim jest w moim przypadku poród, było wymarzone i idealne (zgodnie z naszą wizją), ale na pewne sprawy nie mamy wpływu.

Panika, denerwowanie się… to naprawdę niczego nie zmieni… No może jedynie zmieni nastrój i emocje moje oraz maluszka mieszkającego w brzuchu.

Czasem sobie myślę, że obecna sytuacja jest nam jako społeczeństwu potrzebna. Przyzwyczailiśmy się do tego, że wszystko można zaplanować, ułożyć i o wszystkim decydować, a kiedy coś się zmienia i nie idzie zgodnie z naszym planem, wpadamy w rozpacz, lęk, obawę.

Może to zabrzmi dziwnie, ale jestem wdzięczna za ten czas, za te lekcje, za to co mogę w sobie obserwować. Nie mam w sobie strachu, złości czy frustracji. Czekam, bo przecież TO MINIE

Pisze to do Was, żeby podzielić się tym co we mnie oraz tym, że można czuć wdzięczność i spokój – nawet w czasach zarazy.

Bądźmy w sobie, ale również ze sobą nawzajem.

Bądźmy otwarci na to co przychodzi i co w nas to porusza.

Dużo miłości dla Was 💕💕💕👑💕💕💕

#rodzewKORONIE 👑