Pani od Jogi idzie na CrossFit

ZANIM YIN SPOTKAŁO YANG

Zastanawiałam się jaki powinien być temat mojego pierwszego wpisu i dość szybko stało się oczywiste, że będzie to spotkanie Yin i Yang, kiedy joga spotyka CrossFit… i powiem Wam, że w moim przypadku była to miłość od pierwszego wejrzenia, mimo iż wymagająca i niełatwa, ale miłość.

Długo zbierałam się żeby przyjść na pierwsze zajecia (obaw było wiele, ale o tym później) i gdzieś głęboko wiedziałam, że będzie to coś, czego moje ciało potrzebuje. 

Joga jest cudowna, daje poczucie wewnętrznej stabilności i równowagi, porusza ciało w bardzo wielu kierunkach oraz aspektach. Dodatkowo wycisza, dodaje dużej elastyczności i gracji.

W pewnym momencie jednak stwierdziłam, że potrzebuję czegoś co w nieco inny sposób zacznie na mnie oddziaływać. Czegoś co bardziej poruszy moje ciało, wzmocni, doda dynamiki, bardziej ustabilizuje i po prostu „zbierze” to wszystko w jedność. I tutaj pojawił się CrossFit, który poprzez okrzyki uczestników, uderzenia sztangi o podłogę i głosy trenerów z sali obok „nieśmiało” informował o swoim istnieniu (właściwie to było raczej mocne, męskie upominanie, że „ja tu jestem i chcę Ciebie, pani Joginko).


OBAWY I EGO

Właściwie większość moich obaw była chyba głównie związana z ego, które nie chciało wyjść ze swojej pieczołowicie zbudowanej, bezpiecznej strefy komfortu, której trzymało się pazurami. „Jak to ja, nauczyciel jogi mam pokazać, że jestem słabiutka? Przecież, ja nie dam rady wskoczyć na tę skrzynię! To będzie porażka!”

I wtedy stwierdziłam, że WŁAŚNIE dlatego powinnam wykonać ten krok… przełamać swoje obawy, skoczyć w tę przepaść i dopiero wtedy moje „skrzydła” będą mogły naprawdę się rozwinąć (zachęcam do przeczytania bajki chińskiej „Skrzydła służą do latania” ze zbioru Zbigniewa Królickiego) 

Wielokrotnie słyszę od ludzi: „Ja? Nieeee, nie nadaję się na jogę, ponieważ nie jestem rozciągnięty/rozciągnięta”, ale ptak też kiedyś uczył się latać, osiągając po jakimś czasie wspaniałe rezultaty. Dlatego też postanowiłam zmierzyć sie ze swoimi obawami i lękiem.


MOJE PIERWSZE ZAJĘCIA

„O!!! Witamy naszą Panią od Jogi!” Rozbrzmiał radosny głos CrossGuru kiedy chciałam dyskretnie wejść na salę… a później była: „krew, pot i łzy” Hahaha i poczucie, że moje ciało „pływa”, że brakuje mu stabilizacji i siły… niesamowite uczucie 🤣😂🤣 

Tak, ta miłość pojawiła się w pocie i bólu, ale cudownym bólu mięśni, które pracowały do tej pory w zupełnie inny sposób (nie twierdzę, że dotychczasowy był łatwiejszy, absolutnie nie… po prostu inny).

„Nie masz pojęcia co jest napisane na tablicy, prawda?” Zapytała z uśmiechem koleżanka z z boxu, kiedy patrzyłam w stronę hieroglifów rozpisanych przez Trenejro. To była prawda, nie rozumiałam niczego z tych dziwacznych dla mnie skrótów i nazw ćwiczeń: T2B, K2E, EMOM, AMRAP, Rx, clean&jerk itd. 🙈🙈🙈  Teraz już rozumiem moich uczniów kiedy mówią, że dla nich każda pozycja w jodze to „hasana manana”, a pranajama to „mamaBrajana”. Jeszcze wiele było przede mną.


THIS IS CROSSFIT, BABY

Przychodząc na treningi musiałam otworzyć się na wiele nowych rzeczy i nieco zmienić podejście. Dotyczyło to zarówno pracy mojego ciała w ćwiczeniach, jak i przyjęcia oraz akceptacji określonych reguł i zachowań w boxie, totalnie dla mnie nowych i czasem nieco trudnych w realizacji. 

  1. Ekspresja emocji. Na Crossficie wszelkie odgłosy, okrzyki są obecne, akceptowane i wskazane. Pomagają pracować i motywują. Joga uczy bycia bardziej wewnątrz, w sobie, bez krzyku.
  2. Oddech. W jodze oddech jest spokojny, nieco wydłużony. Często z wydechem docieramy do miejsc bardziej napiętych pozwalając im się rozluźnić. W Crossficie jogiczny oddech często przeszkadza i męczy, szczególnie podczas pracy z kettlebell lub sztangą.
  3. Rywalizacja. Omg 🙈🙈🙈 to chyba było najtrudniejsze. Joga uczy pracy z samym sobą, bez porównywania się z innymi. Co z tego, że ktoś na macie obok „założył nogę za głowę”… Ty zrób tyle, na ile pozwala Ci Twoje ciało, a nie ego, które chce kolejnego osiągnięcia… No i Ahimsa (niekrzywdzenie)… nie skrzywdzić (nie uszkodzić) siebie i zrobić tyle na ile pozwala moje (rozleniwione wówczas) ciało… to powodowało we mnie duży opór i przekorę… kiedy słyszałam, że mam być szybsza od kogoś lub najlepsza, pojawiał się (i nadal się pojawia) we mnie bunt żeby zwolnić, żeby się temu przeciwstawić, bo przecież „nie chcemy karmić ego”… Uważam jednak, że jeśli się na coś decydujemy to czasem należy zmierzyć się również z tego typu utrudnieniami. Dla mnie to trudna lekcja akceptacji i pewnego rodzaju pokory (szczególnie wobec autorytetu trenera).
  4. Elastyczność i dynamika ruchu. Zdecydowanie w wielu aspektach joga pomaga w treningach (CrossFit i Kettlebell). Chociażby ze względu na zakres ruchu, przysiad nie stanowi większego problemu. Gorzej jeśli do tego dołożymy sztangę i pracę na czas. Wtedy wyjście z pozycji często staje się niesamowicie trudne i prawie niemożliwe. Wydłużony jest też czas reakcji mięśnia, a ze względu na większą mobilność biodra „wpadają” zbyt głęboko, natomiast odcinek lędźwiowy kręgosłupa zapada się. Dlatego też trzeba dużego skupienia na technice wykonania poszczególnych ruchów.
  5. Podstawa to podstawa. Stopy stanowią naszą bazę i podstawę. Od nich zależy jak układa się ciało. Praca stóp, zarówno w jodze jak i crossficie, potrafi bardzo pomoc, ale również utrudnić. W jodze stopy są mocno osadzone w podłodze, palce są wyciągnięte i wydłużone. W crossficie natomiast palce „chwytają się” podłogi. Te różnice sprawiły, że moje wydłużone, rozstawione szeroko palce stóp powodowały, iż wykonując jakikolwiek przysiad ze sztangą przewracałam się do tyłu lub traciłam równowagę.
  6. „CrossFit! Bytom!” Koniec treningu to nie jest czas na spokojną Savasanę lub Ohmmm. Musiałam być gotowa na okrzyki, przybijanie „piątek” każdy z każdym, a na pewno z trenerem. To była dla mnie nauka nowego sposobu zachowania i swoistego savoir vivre w boxie.


NA ZAKOŃCZENIE 💕

Crossfiterzy, ale właściwie nie tylko… zdecydowanie cała radosna ekipa z Zagrody, to totalnie pozytywni ludzie, zafiksowani na ciężkiej pracy i walce do utraty tchu. Zagroda, to ludzie niesamowicie zmotywowani, ale i wspierający, szczególnie takiego crossfitowego bobasa jak ja. 

Trenerzy (wszyscy bez wyjątku) poprzez często dosadne i nietuzinkowe żarty lub komentarze potrafią dać mentalnego kopa i jeszcze bardziej „zachęcić” do intensywniejszej pracy. Oni potrafią wydobyć to o czym sami nie mieliśmy pojęcia. To uczy otwartości na to co nowe i inne  oraz dystansu do siebie.

CrossFit, kettle i joga to dla mnie wspaniałe połączenie dwóch  z pozoru odmiennych energii. To kompleksowe oddziaływanie na nasze wnętrze i emocje poprzez ciało. CrossFit, podobnie jak joga, kształtuje nie tylko nasze ciało, ale przede wszystkim charakter. Ciężka praca dodaje wewnętrznej siły by mierzyć się z tym co przynosi życie. Rozpala kolejna iskrę, by pracować dalej. 

A ja, nadal jestem Crossfitowym Bobasem, który dopiero raczkuje w boxie. I mimo, że wiele się zmieniło zarówno w moim ciele jak i we mnie samej, jeszcze wiele pracy przede mną. I to jest cudowne!!!

Yoga is my life, CrossFit is my KARMA 

Namaste

PaniodJogi 🌺🙏🏾🌺

Zdjęcia wykonano w Strefie Byków w Bytomiu (CrossFit Bytom), fotograf: CrossGuru Grzegorz Lichwa

Outfit: legginsy krótkie Nessi Sportswear model: Zero Gold Mirage, koszulka: nadruk projekt własny 😉

← Previous post

Next post →

2 Comments

  1. Świetny post. Dzięki za dzielenie się wrażeniami.

    Ja z kolei w drugą stronę: chciałbym zacząć z jogą i jakoś nie mogę się przekonać. Po crossficie wszystko jest nudą i szukam w sobie tego spokoju o którym piszesz, żeby właśnie móc popracować ze swoim ciałem – zrozumieć je, rozciągnąć, zadbać o nie.

    Możliwe, że to kwestia prowadzącego i klubu, bo gdzieś przecież muszę się jogi nauczyć – a może to po prostu kwestia mojej determinacji.

    Jakieś rady? 🙂

    • paniodjogi

      Jestem wręcz pewna, że każde zajęcia to również kwestia prowadzącego, ale i miejsca… proponuję spróbować w kilku miejscach (najlepiej szkołach jogi) u prowadzących różnych metod… żebyś mógł znaleźć dla siebie odpowiednią technikę/metodę Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz