Nieprześnia, koziołek Maniek, joga i medytacja

Są takie miejsca, do których wracamy z utęsknieniem… gdzie czujemy się jak w domu, zaopiekowani, utuleni i bezpieczni… gdzie wszystko się układa, a my możemy skupić się na sobie i swoich potrzebach… być sami ze sobą… Tu i Teraz… doświadczać tego, co jest nam dane i przeżywać to na co aktualnie jesteśmy gotowi…

Takich miejsc na swojej drodze spotkałam kilka, a każde z nich było najlepszym dla mnie w danym momencie życia. Obecnie takim miejscem jest dla mnie Nieprześnia. Cudowna przestrzeń, w której zatapiam się tuż po przekroczeniu bramy.

Na stronie internetowej Nieprześni można przeczytać, że ten pięciohektarowy park z zabytkowym dworkiem, stawem i warzywnikiem sprawiają, iż jest to idealne miejsce dla osób poszukujących wyciszenia i regeneracji sił, a slow food’owa kuchnia dopełnia wszystkiego… i to wszystko prawda, ale nie tylko… ponieważ Nieprześnię tworzą ludzie, którzy są bardzo mocno zaangażowani w tworzenie tego miejsca. To dzięki nim (z Panią Marią na czele) można doświadczyć prawdziwej gościnności i skupić się na tym po co się przyjechało.

A ja przyjechałam praktykować (jogę) pod okiem mojego nauczyciela, dostać od niego informacje zwrotne, spotkać się z innymi nauczycielami (moimi współtowarzyszami ścieżki jogicznej) oraz z samą sobą. Ta praktyka była mocna, mocno otwierająca, zarówno ciało jak i umysł i emocje. Wiele się we mnie wydarzyło i właśnie tego potrzebowałam. Takiego katharsis, wewnętrznego oczyszczenia. Tego, żeby się zatrzymać, przepracować to co się nagromadziło, doświadczyć, nabrać dystansu i ruszyć dalej z jeszcze lepszą energią. I to się udało.

Tu w Nieprześni mam też swoje ulubione miejsce (chociaż zapewne amatorów tego miejsca jest wielu), w którym uwielbiam przesiadywać i medytować. Tam najczęściej można mnie znaleźć jeśli się „zgubię” lub zniknę. Jestem wtedy pośrodku niewielkiego stawu, na wyspie… w gąszczu krzewów i kwiatów, w cieniu małego drzewa. To dla mnie oaza spokoju, gdzie czas nie ma znaczenia.

To właśnie Nieprześnia daje mi przestrzeń, by takie rzeczy się wydarzały, bym mogła zbliżyć się do natury, pospacerować boso po skoszonej trawie, usiąść na wyspie, poczuć powiew wiatru na twarzy, napić się aromatycznej kawy, a nawet wyprowadzić na spacer koziołka Mańka.

Bo Nieprześnia to również zwierzęta. Koń, kucyk, lama, kot, wszędobylski pies Misha, dwie owieczki i szukający towarzystwa ludzi koziołek Maniek, który swoimi donośnymi odgłosami „komentował” często to co działo się w naszych ciałach kiedy trwały w asanach (taaaak… czasami miałam ochotę wydać taki głos jak Maniek Hahaha).

Podsumowując. Myślę, że każdy z nas ma takie swoje miejsce, w którym dobrze się czuje i gdzie czas się dla niego zatrzymuje. Ja takie miejsce mam na pewno i już się nie mogę doczekać kiedy tu wrócę.

Namaste

Pani od Jogi

← Previous post

Next post →

2 Comments

  1. Kulka ;)

    Wróciłaś wypoczęta z nowa energia która była widoczna na zajęciach ❤ mam nadzieję, że uda mi się poznać Nieprześnie w Październiku 😉
    😍

    • paniodjogi

      Wróciłam i cieszę się, że mogłam Wam przekazać trochę nowej energii i radości 😘

Dodaj komentarz